Nie będę się bronił – powiedział Piotr Duda podczas konferencji prasowej w Gdańsku – Przedstawię tylko fakty, bo one są najważniejsze.

Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w Gdańsku szef Związku odpowiedział na oszczerczy artykuł „Newsweeka” na jego temat. Wskazał na 13 kłamstw, jakich dopuścili się autorzy materiału. Zapowiedział, że sprawa znajdzie finał w sądzie.

W czasie kiedy według autorów artykułu Piotr Duda miał przebywać w domu wczasowym „Bałtyk” w Kołobrzegu, w rzeczywistości wyjeżdżał za granicę, przebywał na spotkaniach związkowych i konferencjach, uczestniczył w negocjacjach trójstronnych. Do każdej daty zaprezentował dowody – zdjęcia, delegacje, dokumenty. Zapowiedział, że świadkami w sądzie będą takie osoby prezydent Bronisław Komorowski, wicepremier Janusz Piechociński, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz czy Janusz Wojtunik, szef CBA.

Lider „Solidarności” w ciągu ostatnich 6 lat był w „Bałtyku” tylko pięć razy i to służbowo. Prywatnie był tylko jeden raz. – To było trzy i pół dnia. Sam za to zapłaciłem – mówił przewodniczący i wyjaśnił, że korzystał z bazy zabiegowej, bo jest wliczona w cenę pobytu. Można skorzystać wtedy z dwóch zabiegów i z tylu skorzystał.

Gazeta powołuje się na rozmówcę, który wspomina, że dobrze pamięta majowy pobyt przewodniczącego w Kołobrzegu, podczas którego Duda miał mu przedstawiać swoich teściów. – Moja teściowa nie żyje od ponad 20 lat, a teść nigdy nie był w Kołobrzegu. Cieszę się, że moja teściowa chociaż w publikacji Newsweeka mogła zobaczyć Kołobrzeg – skomentował lider Związku.

W kwestii zatrudnienia na umowach śmieciowych, Piotr Duda podkreślił, że pracownicy sanatorium nie są zatrudniani na śmieciówkach. W firmie obowiązuje układ zbiorowy pracy, działa organizacja związkowa. – Pokażcie mi drugiego takiego pracodawcę, który sam prosi inspekcję pracy o audyt – podkreślał przewodniczący i przypomniał, że dwa lata temu i w zeszłym roku na wniosek Związku taka kontrola została przeprowadzona w wielu Zarządach Regionu „Solidarności”, także w spółce DEKOM, która jest właścicielem sanatorium „Bałtyk”.

- Niejeden raz próbowano mnie złamać – mówil lider Związku – To się nikomu nie uda. Wiem co robiłem, co robę i co będę robił. A o tym czy będę szefem ‚Solidarności” nie będzie decydował pan Lis ani PO – podkreślił.

Piotr Duda wykpił też informacje dotyczące jego psa – Kacperka, co spotkało się ze śmiechem zgromadzonych na konferencji dziennikarzy. Nie zamawiał ręczników ani specjalnej karmy dla swojego pupila, dodał także, że pies nie śpi na specjalnym posłaniu, lecz z przewodniczącym i jego żoną w łóżku.

Na koszt Związku w Kołobrzeg gościli też zasłużeni działacze „Solidarności”. – To powinno robić państwo a robimy my, związek zawodowy.

Według przewodniczącego prawdopodobnie za publikacją stoi firma świadcząca usługi rehabilitacyjne, z którą spółka „Dekom” rozwiązała umowę. – Nie wiadomo tylko czy informatorzy wykorzystali Newsweeka czy Newsweek wykorzystał informatorów – skomentował. Przypomniał również, że w niedawnym czasie wygrał proces Hanną Lis. Zastawiał się, czy artykuł nie był osobistą zemstą Tomasza Lisa. – Nie wiem, czy wydawca Newsweeka wie, że pan Lis wykorzystuje tygodnik do swoich prywatnych rozgrywek – dodał.

Szef „Solidarności” ujawnił swoje zarobki. – Zarabiam 11 236 złotych brutto. Mam fundusz reprezentacyjny 60 tys. złotych rocznie, z którego 97 proc. wydaję na cele charytatywne. Ubieram się w sieciówkach – podkreślał przewodniczący. Zapraszał dziennikarzy, żeby obejrzeli jego rotacyjne mieszkanie służbowe w Gdańsku i w Warszawie, żeby zobaczyć, w jakich „luksusach” pławi się szef Związku. Zaprzeczył jakoby miał stylistę, a jego przemówienia pisała firma PR-owska.

- Mam ciężko chorą żonę. Jeśli jej się coś stanie to wam tego nie daruję – te słowa przewodniczący KK skierował do autorów artykułu i zakończył konferencję prasową.